2010-03-25

Sabang i El Nido... bez komentarza







Z Puerto Princesa do El Nido

Dzien zaczal sie wczesnie, bo juz o 4 rano siedzielismy w trycyklu, ktory zawiozl nas na dworzec (?) autobusowy. Dworzec to duze slowo. Nie bylo prawie swiatla, nie bylo podjazdow, wlasciwie co to bylo to pole (asfaltu brak) z dwiema chatkami na krzyz i pare autobusow. Wszyscy sie z nami witali i do nas usmiechali. Jak podjechal nasz autobus od razu podbiegl pan pytajac czy my do El Nido. Wzial czesc bagazy i wrzucil na dach autobusu. Rowno o 5 rano wedlug rozkladu ruszylismy. Po 7 godzinach znalezlismy sie w docelowym miasteczku. Podroz jednak byla swojego rodzaju przezyciem. Dwa razy cos mozcno stuknelo w lewym tylnym kole. Te dwa razy bagazowy wszedl z lusterkiem pod autobus i ocenial sytuacje- pokazujac, ze mozemy jechac. Po dwoch godzinach jazdy kierowca jednak zarzadzil postoj. To co sie stalko obrazuje zdjecie :)

Chyba z ponad polowa drogi do El Nido nie jest pokryta asfaltem, a w autokarze wszystkie okna otwarte, bo goraco. Jechalismy czesc drogi z chustakmi na twarzy jak reszta pasazerow, a po podrozy wygladalismy jakbysmy wyszli z mlyna ;)